Katolicki znaczy powszechny
Od czasu do czasu w mediach pojawiają się opinie, że Kościół katolicki
jest nietolerancyjny. Czasami nawet całe chrześcijaństwo posądza się o
ciasnotę i zaściankowość. Tymczasem Liturgia Słowa dzisiejszej niedzieli
pokazuje coś zupełnie odwrotnego. Do Jezusa, który był Żydem przychodzi
kobieta kananejską i prosi Go o pomoc. W ich rozmowę należy się
wsłuchiwać z uwzględnieniem ówczesnych stosunków społecznych. Żydzi byli
Narodem Wybranym. Mieli bardzo silne poczucie swojej wyjątkowości. Nie
rozmawiali z innymi narodami, traktując ich jak pogan. Chrystus na
początku rozmowy odgrywa rolę, jakiej inni się po Nim spodziewali.
Podkreśla różnicę zachodzącą między Żydami a innymi narodami. Wszystko
jednak po to, by wypróbować wiarę kobiety. „Niedobrze jest zabrać chleb
dzieciom i rzucić psom" - mówi. Kananejka na pozór zgodziła się ze swym
rozmówcą, uznając ówczesny porządek społeczny, chociaż zastrzegła, że
można znaleźć wyjście z sytuacji. „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z
okruszyn, które spadają ze stołu ich panów".
Okazuje się, że chrześcijaństwo miało pójść dalej. Chrystus nie był
rewolucjonistą, który natychmiast wprowadzał zmiany. Dlatego na początku
słyszymy, że akceptował kulturowe uwarunkowania swoich czasów. Nie tylko
spełnił prośbę kobiety, ale stopniowo uświadamiał swoim uczniom, że choć
pochodzi z Narodu Wybranego, przyszedł zbawić każdego człowieka.
Intuicję mówiącą o powszechności zbawienia możemy odnaleźć już w
pierwszym czytaniu, gdzie Izajasz wspomina o cudzoziemcach, których Bóg
przyprowadzi na świętą górę. Podobnie w drugim czytaniu św. Paweł zwraca
się do pogan. Nawet nazywa siebie Apostołem pogan.
Historia zna spór pierwotnego Kościoła na temat stosunku chrześcijaństwa
do ochrzczonych nie-Żydów. Były głosy mówiące o konieczności obrzezania
ich, zanim przyjmą chrzest. Już w pierwszym wieku chrześcijaństwa
zwyciężył pogląd, że przez chrzest wszyscy jesteśmy Nowym Ludem Bożym,
Narodem Wybranym.
Dzisiaj nie musimy obrzezać dzieci i kultywować żydowskich tradycji,
chociaż mamy świadomość wspólnego pnia. A przedstawicieli wyznania
mojżeszowego nazywamy starszymi braćmi w wierze.
Liturgia Słowa z dzisiejszej niedzieli uczy prawdziwej tolerancji. Jeśli
Pismo Święte wspomina o powszechnym zbawieniu, to musimy inaczej patrzeć
na wszystkich, którzy pochodzą z innej tradycji.
Sobór Watykański II ogłosił naukę o tzw. kręgach przynależności do
Kościoła. Jest prawdą, że Chrystus jest jedynym Zbawicielem, ale w myśl
nauki Soboru - istnieją (obok chrztu) inne „kanały komunikacji", którymi
do człowieka dociera łaska. Są więc ochrzczeni, wierzący w jednego Boga,
w ogóle wierzący, czy wreszcie ludzie dobrej woli. Kościół naucza, że
wszyscy mają szansę na zbawienie. Nikomu nie odbiera się nadziei na
wieczną nagrodę.
Nauka Kościoła o powszechności zbawienia różni się od wielu dzisiejszych
„proroctw", wabiących potencjalnych wyznawców sekty hasłami: „przyjdźcie
do nas, bo tylko my mamy zbawienie". Chrześcijanie mogą mówić inaczej: „przyjdźcie
do nas, bo tylko Chrystus jest Zbawicielem". Wbrew pozorom, to nie to
samo.