Drodzy Siostry i Bracia w Chrystusie, Wniebowstąpienie Chrystusa jest, jakkolwiek pięknie by o tym mówić, pożegnaniem. Swemu Panu Kościół pozwala odejść. Pożegnanie w żadnym wypadku nie jest rytuałem. I dlatego dobrze jest przypatrzeć się ostatniemu ziemskiemu gestowi Jezusa. Łukasz Ewangelista ma wyostrzone oko na ten szczegół, na ostatni ruch ręki Pana. Wniebowstąpienie jest świętem błogosławieństwa, ostatnim aktem danym Kościołowi do oglądania Jezusa. Jego zranione ręce: rozciągnął je na krzyżu, a teraz nad swoimi otwiera je w geście błogosławieństwa. Czy żegnał się z nimi bez słów? Albo też miał na języku słowa błogosławieństwa, które wypowiada każdy pobożny Żyd, tzw. Błogosławieństwo Aaronowe, a które po dziś dzień kapłan często wygłasza na zakończenie Mszy św.: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6, 24-26).
Błogosławieństwo jest posługą arcykapłańską Jezus kształtuje swe pożegnanie w sposób niemal liturgiczny, kultyczny. W tym błogosławieństwie Jezus całkowicie sprzymierza się z uczniami. Jest to jakby antycypacja zesłania Ducha Świętego. Swych uczniów Jezus wprawdzie nie dotyka, żegnając się nie nakłada na nich rąk. Błogosławiąc, wycofuje się, aby w ten właśnie sposób być im nieskończenie bliski. Gest ten musiał się głęboko zakorzenić w pamięci Kościoła. Czyńcie również i TO na Moją pamiątkę! Wy, błogosławieni, podawajcie dalej to, co otrzymujecie! W każdym końcowym błogosławieństwie Mszy św. ożywia się na nowo pożegnalny ów gest ręką. Są ludzie, którzy w dzień powszedni przychodzą na nabożeństwo „tylko” po to, ażeby umocnieni wkroczyć mogli w nowy dzień tygodnia.
U Łukasza Jezus zachowuje swój gest błogosławieństwa aż do tego momentu odejścia. Od uczniów nie odwraca się nagłym ruchem. Nie kieruje się energicznym krokiem ku wyjściu. Pozostaje zwrócony do nas. Błogosławiąc, skinięciem dłoni daje nam znak, że jest z nami, przerzuca ku nam pomost. Błogosławieństwo jest niezwykle głębokim gestem komunikacji – niejako niewidzialną wstęgą między tym, który błogosławi, i tym, który błogosławieństwo przyjmuje. Ów ruch ręki jest wielce obiecujący i uczniowie go rozumieją. Tych, których błogosławi, Jezus nie pozostawia samych i zdanych na swój los. Błogosławieństwo trwa i na nich spoczywa. W geście tym dokonuje się samo-udzielenie się.
I dlatego pożegnanie to nie jest rozstaniem we łzach zraszających ból rozłąki. Nad chwilami pożegnania zapanować możemy przecież tylko dlatego, że wszyscy spodziewamy się, rozłąka nie jest definitywnym oddaleniem się od siebie i że w każdym rozstaniu już kryje się głęboko zakodowane życzenie serca: Przyjdź rychło znowu! Nie możesz po prostu tak sobie zniknąć! Niekiedy bolejemy, że żegnając się, nie wpadło nam do głowy coś wznioślejszego, głębszego i bardziej osobistego do powiedzenia ponad ograniczony repertuar zdawkowych banałów: Żyj! Do następnego razu! Daj o sobie znać! Cześć! I właśnie dlatego ryty aranżowane u progu, na zakręcie, nie powinny nigdy zaginąć:
Po tym rozważaniu związanym z tajemnicą Wniebowstąpienia Jezusa poświęćmy chwilę uwagi miejscu błogosławieństwa w naszym życiu. Słowo „błogosławieństwo” zadomowiło się w naszej codzienności. Jest na ustach wierzących, mniej wierzących i nawet niewierzących. Ma swe niezastąpione miejsce w ludowych porzekadłach. Mówimy o błogosławieństwie deszczu. Szef mówi do zatrudnionych u siebie: „Ma Pan/Pani moje błogosławieństwo na wykonanie tego projektu”. W codziennym obiegu są takie frazy jak: „stan błogosławiony”, „mieć czyjeś błogosławieństwo”, „udzielić na coś swego błogosławieństwa”, „błogosławieństwo w dzieciach i potomstwie” itd. Domyślamy się, co przez błogosławieństwo drugi pragnie wyrazić, ale: Czym właściwie jest błogosławieństwo? Jak się ono przejawia? Jak można je odróżnić od „szczęścia”? Jak błogosławieństwo objawia się na co dzień? Zasadnicze jego znaczenie brzmi, że: ktoś jest obdarzony pełnią zbawczej mocy. W kategorii błogosławieństwa chodzi pierwotnie o samodzielnie działającą, przenośną, zbawczą moc, która jest przeciwieństwem niszczycielskiej siły przekleństwa. Moc błogosławieństwa przekazują odnośne słowa i nałożenie rąk. Praformą biblijnego błogosławieństwa jest obietnica Jahwe dana Izaakowi: „Ja będę z tobą, będę ci błogosławił”. W tym kontekście napotykamy na ogromną wręcz skalę poświęcanych, czyli błogosławionych przez Kościół osób i przedmiotów jak: wdowy/wdowca, małżonków jubilatów, nowego domu, mieszkania, gabinetu lekarskiego, biblioteki, szkoły, sztandaru, basenu kąpielowego, obrazów, zwierząt (i chorych)... Przy Bożym błogosławieństwie chodzi właściwie o obecność Boga. Gdzie jest Bóg, tam jest zbawienie, pokój – shalom. Kiedy Bóg stał się Człowiekiem, zmieniła się jakość Jego obecności: Odtąd Jezus Chrystus jest Bogiem wśród nas, Bogiem z nami, Emanuelem. „Ja będę z tobą” – brzmi zapewnienie od 2000 lat: W Jezusie Bóg jest nam całkiem bliski przez swojego Świętego Ducha.
Powiedzenie: „mieć czyjeś błogosławieństwo” (przyzwolenie, wyrażenie zgody) lub „udzielić na coś swego błogosławieństwa” (z czymś się solidaryzować), znaczy: jeżeli kompetentna osoba da swe błogosławieństwo, możemy jutro zacząć produkcję. Błogosławieństwo jest przyzwoleniem, zgodą Boga na styl mojego życia. Przyzwolenie to realizuje się wszędzie tam, gdzie ja żyję zgodnie z Jego wolą. Jeżeli w mym życiu otwieram się na Boga, wówczas w wierze mogę być pewny, że mam także Jego zgodę na to, co czynię. Oto garść przykładów. Józef u Potifara: „Jego pan spostrzegł, że Bóg jest z Józefem i sprawia, że mu się dobrze wiedzie, cokolwiek czyni. Darzył więc on Józefa życzliwością, tak iż stał się jego osobistym sługą. Uczynił go zarządcą swego domu i swojego majątku. A odkąd go ustanowił zarządcą swego domu i swojego majątku, Pan błogosławił domowi tego Egipcjanina przez wzgląd na Józefa. I tak spoczęło błogosławieństwo Pana na wszystkim, co Potifar posiadał w domu i w polu. A powierzywszy cały majątek Józefowi, nie troszczył się już przy nim o nic, tylko o to, aby miał takie pokarmy, jakie zwykł jadać”.
Jako niewolnik Józef nie miał łatwego życia. Wierzył w Boga, którego nie można widzieć i którego imię jest nieznane. W tych okolicznościach inni mieli na językach tylko szyderstwa. Józef usiłował pełnić wolę Bożą. Bóg był z Józefem. Bóg przyzwalał na wszystko, co czynił. Błogosławieństwo Boga przechodziło przez Józefa na dom Egipcjanina ze względu na Józefa: „Będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem”. Istotnie, nikt nie przyjmuje błogosławieństwa wyłącznie dla siebie, na swój osobisty użytek. Szczęście jest korzystnym układem losu. Józef nie miał szczęścia, ale Bóg był z nim. Przeciwieństwem błogosławieństwa jest przekleństwo. Gdy Bóg przez Mojżesza dawał ludowi Izraela Przykazania, mówił: „Widzicie, ja kładę dziś przed wami błogosławieństwo i przekleństwo”. Żyć w harmonii z wolą Boga – przestrzegać Jego Przykazań – oznacza błogosławieństwo. Ten, kto wolę Bożą znieważa, a Jego Przykazania ignoruje, ten nie może liczyć na obecność Boga w swym życiu.
Na koniec krótkie pytanie i zwięzła na nie odpowiedź: jak dostąpię Bożego błogosławieństwa? Ustawiając się pod Bożym błogosławieństwem – czyniąc Jego wolę. Zapis powyższych refleksji niech zamknie modlitwa z IV wieku, a więc znana na długo przed wielkimi rozłamami chrześcijaństwa. Jest to błogosławieństwo na wskroś ekumeniczne:
Pan niech będzie przed tobą, aby ukazywać ci właściwą drogę, aby zamknąć cię w ramionach i cię osłaniać. Pan niech będzie za tobą, aby cię strzec przed zasadzkami złych ludzi. Pan niech będzie pod tobą, aby przechwycić cię, gdy upadasz i wyswobodzić cię z sideł. Pan niech będzie w tobie,
aby cię pocieszyć, gdy jesteś smutny. Pan niech będzie wokół ciebie, aby cię bronić, kiedy inni cię napadają. Pan niech będzie nad tobą, aby cię błogosławić. I tak niech cię błogosławi dobry Bóg Ojciec i Syn, i Duch Święty.
Jeśli ktoś mi powie, że o Bogu nic nie możemy wiedzieć, odeślę go do ostatnich słów Ewangelii według św. Mateusza: "Udzielajcie im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Jezus, Duch, Ojciec. Istota tajemnicy jest mi dana, mogę iść naprzód. Moja kontemplacja wciąż będzie zmierzać ku tajemnicy, ale dopóki mówię "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", trwam w jej świetle. Jest to światło miłości: "Bóg jest miłością. Kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto trwa w miłości, trwa w Bogu". W miłości. Jeśli się waham, jeśli niezdecydowany drepczę wokół wezwań do miłości, jeśli nie otwieram się na miłość braterską, nie otworzę się na Boga, nie będę znał Boga. Św. Jan kładzie wielki nacisk na związek, jaki istnieje między miłością bliźniego a poznaniem Boga, a tymczasem prawda ta wydaje się nieznana. Proszę nam opowiedzieć o Bogu mówią niektórzy. Zacznijcie bardziej kochać waszych braci: miłość będzie wam mówić o Bogu. A wówczas słowa także będą nam mogły powiedzieć coś o tajemnicy Boga zwłaszcza słowa Ewangelii. Poprzez Jezusa odkrywamy, że istnieją w Bogu prądy miłości tak potężne, że nazwaliśmy je "Osobami": Ojciec rodzi Syna, Syn wyraża Ojca, obydwaj miłują się w Duchu. Bóg jest miłością sam w sobie, Jego istotą jest bycie miłością. Oto dlaczego miłość do braci czyni nas obywatelami "kraju Bożego", pozwala nam oddychać Bożą atmosferą, uczy nas Bożych obyczajów, daje nam poznanie Boga. Natomiast brak miłości, odmowa miłości, tak bardzo oddala nas od Boga, że to, co o Nim słyszymy, nie jest już w stanie do nas dotrzeć. Bóg nie stwarza nas dlatego, że nie chce być sam, lecz stwarza nas, ponieważ Jego życie-miłość promieniuje w miłościach. Kocha nas, gdyż jest miłością, a nie dlatego, że my jesteśmy "mili". To On czyni nas "miłymi", dając nam środki, abyśmy byli coraz bardziej zdolni kochać. Ażeby to właściwie zrozumieć, należy przeczytać rozdział 16 księgi Ezechiela. Powinniśmy płakać ze wstydu i miłości, ale słodycz bycia tak bardzo kochanym zatapia wstyd i wszelkie wątpliwości. Po przeczytaniu tego rozdziału wiemy, do jakiego stopnia Bóg jest Życiem-Miłością. Pamiętając o tym, zakorzeniam w sobie prawdę, która karmić będzie moje życie: rozumiem, że miłość jest wszystkim, że wyjaśnia wszystko, jest celem wszystkiego. Stworzeni przez Miłość, jesteśmy wezwani przede wszystkim do tego, żeby kochać. Dlaczego chcemy błąkać się z dala od tej wspaniałej prawdy?
Miłość trynitarną możemy poznawać patrząc na Jezusa. Jezus jest zachwycony Ojcem, stale pociągany ku Niemu i gorąco pragnie Mu się podobać dzięki Duchowi: "Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba". Czyż nie tak powinny wyglądać nasze wzajemne stosunki? Jesteśmy zbyt sztywni, za mało otwarci na innych, za mało zachwyceni ich osobowościami, ich przygodami, niespecjalnie zależy nam na tym, żeby im sprawiać przyjemność. A przy tym sparaliżowani jesteśmy przez tysiące lęków, że moglibyśmy zostać zdominowani oraz przez tę nieubłaganą oczywistość: on jest tym, ona jest tamtym, i ja miałbym przywiązywać do nich takie znaczenie? Oczywiście, nie możemy być dla siebie wzajemnie tym, czym są dla siebie Ojciec, Syn i Duch. Ich życie-miłość jest jednak najdoskonalszym wzorem i zachęca nas do myślenia, że wielkie różnice mogą być przeżywane w jedności większej niż jednolitość, na którą czasem mamy pokusę. Sam Jezus widzi nas jako ludzkość trynitarną: "Aby stanowili jedno, tak jak My". A przecież dobrze nas zna! I nie ma w zwyczaju mówić rzeczy nierealnych. Czy mielibyśmy śmiałość sądzić, że jesteśmy większymi realistami niż On?