Drogie Siostry i Bracia w Chrystusie, Kiedyś, będąc w podróży, wstąpiłem do restauracji na obiad. Wolnych miejsc było mało i do mego stołu przysiadł się jakiś człowiek. Zanim jeszcze zostaliśmy obsłużeni, zaczęła się dyskusja. „Księże, dlaczego kaznodzieje grzmią przeciwko grzechom? Nie możecie mówić pozytywnie?” Usiłowałem przekonywać, ukazując grzech jako realne zagrożenie w ludzkim świecie. „Owszem, rzekł, ludzie bardzo często źle postępują. Ale co to jest grzech? Tego nie pojmuję. Wy, księża, powinniście ukazywać dobro, nie tylko pomstować przeciwko grzechom”. Dyskusję przerwała kelnerka, przynosząc zamówione danie. Było bardzo dobre. Przyszedł czas na lżejsze tematy. W końcu zapłaciliśmy i obydwaj poszliśmy do swoich samochodów – stały obok siebie. Gdy mój rozmówca siedział już za kierownicą, z uwagą zaczął wpatrywać się w swój rachunek. Wreszcie rzekł: „Księże, panienka doliczyła mi dzisiejszą datę! A księdzu?” Popatrzyłem na mój rachunek. Tak, doliczyła... 2,80. Zapytałem: Czy to jest tylko zły czyn, czy grzech? – „No, jest, ale nie ciężki. Dzisiaj na szczęście dopiero 2 sierpnia. Dwa osiemdziesiąt”.

Jak my to mówimy? Błąd. Pomyłka. Przeoczenie. Zapomnienie. Słabość. Skłonność. Zły uczynek. Występek a nawet zbrodnia. Ale grzech? Dzisiejszy świat nie chce słyszeć o grzechu. Pytam: czy chodzi tylko o słowa? Zły uczynek – występek – grzech? Nie. Chodzi o coś wiele głębszego. Pan Jezus kiedyś powiedział: „Gdy przyjdzie Duch Święty, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16, 8). Ale wróćmy do dzisiejszych czytań, by poznać prawdę o grzechu.

Jezus mówi: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. „Ogień” – w księgach Starego i Nowego Testamentu ogień jest obrazem sądu Bożego. Tylko że mówiąc „sąd”, nie powinniśmy myśleć kategoriami naszych codziennych skojarzeń. To nie jakiś „sąd powiatowy” ani żaden trybunał na ludzką modłę. Tu nie ma żadnych przetargów pomiędzy oskarżycielem i obrońcą. Ogień, sąd Boży to chwila pokusy, to godzina próby i doświadczenia. Tym ogniem jest płomienna siła dobra. Wszystko, co nie jest dobrem – spłonie. Dlatego jest to ogień oczyszczający. Jezus powiedział też: Chrzest mam przyjąć. „Chrzest” – zatem woda. A woda jest tyleż samo konieczna, co i niebezpieczna. Nikt nie zdoła uciec ani przed wodą, ani przed ogniem. To też obraz Bożego sądu.

Gdzie mowa o sądzie, tam muszą być reguły, które pozwolą ostro dostrzec i wyraźnie uznać granicę pomiędzy dobrem i złem. I tak znowu wróciło pytanie o grzech. A grzech jest nie tylko czynem złym wedle mojego czy twojego odczucia. Mój Boże! Jakże często nasze odczucia mówią coś wręcz przeciwnego. – Zysk może być bardzo użyteczny. Noc (wybaczcie) z sąsiadką może być bardzo miła. Kłamstwo może być bardzo pomocne. Przemoc może być wielce skuteczna. Czy to jednak znaczy, że wszystko jest dobre i niewinne? Granicę, pierwotną granicę pomiędzy dobrem i złem ustalają Boże przykazania. Ktoś powie: one nas ograniczają! Odpowiadam: one otwierają przed nami wielki obszar dobra!

Czy nasze czasy są gorsze od dawnych? Nie w tym rzecz. Zło i dobro od wieków tkwią w ludzkim świecie. Problem rodzi się wtedy, gdy nie nazywamy spraw po imieniu. Właśnie taki błąd popełnił ów człowiek z restauracji. Owszem, miał rację, mówiąc, że ważną sprawą jest ukazywanie dobra. Dobro bywa jednak jak słaba i delikatna roślinka posadzona w ziemi. Wiele troski trzeba wkładać w to, by wątłej roślinki nic nie zagłuszyło.

Apostoł woła w Liście do Hebrajczyków: Zastanawiajcie się więc nad Tym – nad Jezusem – który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi. Walka i sprzeciw wobec grzechu – to zadanie i obowiązek człowieka. Nie tylko chrześcijanina, ale każdego człowieka. Apostoł powiada, że walczyć trzeba aż do przelewu krwi. Bardzo zdecydowanie powiedziane. Tyle, że na ogół nie jesteśmy aż tak zdecydowani. Szkoda. Jezus nieco innymi słowy do tego samego zachęca: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam... Ojciec będzie przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej. Często obserwuję, jak nazbyt łatwo rezygnujemy z tego sprzeciwu. Rodzice wobec dzieci. Nauczyciele i wychowawcy wobec uczniów. I sami wobec samych siebie. Tym sposobem pierwotna i głęboka granica pomiędzy dobrem i złem znika z naszego pola widzenia. A potem dziwimy się, że ktoś dopisał nam datę do rachunku. I żeby chodziło tylko o tych kilka złotych. Tak często chodzi o sprawy stokroć poważniejsze.