Drogie Siostry i Bracia w Chrystusie, w dzisiejszą niedzielę uslyszymy slowa: „Glos wolającego na pstyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”.

Sara legenda opowiada o bardzo bogatym królu ktory otaczał się przepychem i żył w pozłacanym palacu. Jednak pomimo swego bogactwa król ten mial proste serce i głębokie, szczere pragnienie zbliżenia się do Boga. Czytał mądre książki. Spotykał się i rozmawiał z mędrcami. Modlił się w swojej pozłacanej kaplicy, lecz na próżno. Ciągle bowiem wydawało mu się, że jest jeszcze od Boga bardzo daleko. Jednej nocy, leżąc na miękko wyścielonym łóżku króol nie mógł zasnąć. Rozmyślał dlaczego ma tyle problemów ze zbliżeniem się do Boga. Nagle usłyszał potworny rumor na dachu swego palacu. Wyszedł więc na balkon i z gniewem wykrzyknął: „Kto tam jest na dachu? Co tam się dzieje?”. Z dachu dał się słyszeć znany królowi głos pustelnika który mial swoją pustelnię niedaleko krolewskiego pałacu: „”Szukam kozy ktora mi się agubiła!” Jeszcze bardziej rozgniewany król wykrzyknął: „Jak możesz być tak głupi, że szukasz swojej  kozy na dachu mojego palacu?” Pustelnik opdowiedział na to krolowi w ten sposób: „A jak wasza wysokość może być tak glupi żeby myśleć, że zbliży się do Boga ubrany w miękkie szaty leżąc na łóżku ze szczerego zlota?”. Legenda ta kończy się pozytywnie. Słowa pustelnika tak wstrząsneły krolem, że od tej pory żył jak święty.

Podobnie jak ten król my rownież pragniemy być blisko Boga. Poprzez tegoroczny Adwent pragniemy dobrze przygotować swoje serca na Boże Narodzenie. Z grzesznikow pragniemy stać się świętymi. Jak mamy tego doonać? Po prostu biorąc sobie głęboko do serca te wskazówki ktorych udziela nam Chrystus w dzisiejszych czytaniach, zwłaszcza w Ewangelii. „Wystąpil Jan Chrzciciel na pustyni i glosił.....”.    

Jan Chrzciciel, wielki prorok, będący pomostem pomiędzy Starym i Nowym Testamentem, ogłasza przyjście „mocniejszego niż on”. W przeciwieństwie do pewnych nurtów, które chcą widzieć w Jezusie jedynie Jego ludzką słabość i uniżenie, sądzę, że powinniśmy wsłuchać się także w tę proklamację Jego mocy. Ewangelia wzywa nas, abyśmy razem z Jezusem przeżyli przygodę — miłość. A w tej miłości wszystkie inne: Ojciec, bracia, życie („Przyszedłem po to, abyście mieli życie”, J 10,10). Wiedząc o tym, uświadamiamy sobie, że nasze postępowanie jako ludzi wierzących uzależnione jest od tego, jakie jest nasze wyobrażenie o Jezusie. Wszystko, czego się o Nim dowiadujemy, powinno nam pomóc pogłębić pierwsze słowa wypowiedziane na Jego temat, słowa Jana Chrzciciela: „Idzie mocniejszy”.

Nasza przygoda z Jezusem rozpoczyna się w chwili, gdy ten Jezus, którego słuchamy w Ewangelii — ludzki, przyjacielski i mówiący piękne rzeczy — stanie się dla nas centrum historii, centrum świata obecnego i tego, który przychodzi, Zbawicielem wszystkich ludzi, najwyższą miłością. Być może był przyjacielem, naszym przyjacielem. Od tej pory nie możemy się z Nim spotykać, nie czując się wraz z Nim, i tak jak On, synem Ojca, bratem wszystkich, ogarniającym wszystko i zwycięzcą we wszystkim: „Jakże Bóg miałby nam wraz ze swym Synem wszystkiego nie darować?... We wszystkim odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował”.

Dopóki we własnym życiu nie doświadczymy „Mocniejszego”, będziemy przeglądać Ewangelię, szukając w niej rad, gdy tymczasem jej stronice chcą nam ofiarować „Obecność”, chcą nam umożliwić spotkanie z Jezusem, aby ogarnęła nas Jego moc.

W jednej z pierwszych mów o Jezusie, a mianowicie w mowie Piotra w domu setnika Korneliusza, pobrzmiewa ta nuta mocy: „Jezus Chrystus jest Panem wszystkich. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą”. A kiedy związanemu i zaciągniętemu przed Sanhedryn Jezusowi postawione zostanie pytanie streszczające całą Ewangelię Marka: „Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?”, Jezus odpowie: „Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego” (14,61-62).

„Ujrzycie...”. Jeżeli wszystko zależy od Jezusa, zatem wszystko zależy przede wszystkim od naszego spojrzenia na Niego. Nasza druga wędrówka przez Ewangelię, w której iść będziemy ze świętym Markiem, będzie — bardziej niż pozostałe — wysiłkiem zobaczenia. Ten wysiłek powinien nas prowadzić do wiary w Jezusa, która uświadomi nam, do jakiego stopnia Ten, o którym Jan Chrzciciel mówił, że „jest mocniejszy od niego”, jest „mocą Bożą” (1 Kor 1,25). Kiedy przychodzą chwile trudne, ta myśl może nas rzucić w ramiona Jezusa z bezgraniczną, bezwarunkową ufnością.

„Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud!” — tymi słowami Bóg wzywa do pocieszania swego narodu w niewoli babilońskiej. Czym jest pociecha? W Piśmie Świętym nigdy nie jest ona bagatelizowaniem trudnej sytuacji, pustosłowiem w stylu: „Głowa do góry, nie jest tak źle”. Bóg, pocieszając człowieka, bierze go w ramiona, ofiarowuje mu bliskość, opatruje rany, leczy, trwa przy nim w bólu. Boża pociecha jest odbudową, stwarzaniem na nowo. Karl Rahner wyraził to tak: „Pociecha jest dla wierzącego człowieka darem doświadczenia tego, że miłość Boga w Chrystusie podtrzymuje każde życie — także i to, które zdaje się być na bezdrożach albo popadać w ruinę”. Niosący pociechę Bóg wkracza w sam środek ludzkiego smutku, desperacji, schodzi na samo dno naszych „dołów” i budzi w nas nadzieję. Ten, który jest Emmanulem, Bogiem-z-nami, umacnia nas, „kiedy bezsenne są noce, kiedy bezsilne są dni”, gdy „krzyczymy, milczymy, gonimy świt” (Piotr du Chateau).

Każdy człowiek potrzebuje pociechy, by nabrać nowych sił i nie uciec przed bezsilnością drugiego człowieka. Jednak pocieszając innych doświadczamy całej naszej bezradności i bezsilności. Wkraczamy w sytuacje, gdzie nie słowa, lecz milczące wytrwanie przy kimś jest jedyną i prawdziwą pociechą. Uczymy się, że pociechy nie niesie ten, kto skory jest do prawienia banałów, które nie leczą, lecz jeszcze bardziej ranią. Autentycznie pocieszyć może przede wszystkim ten, kto sam w ciemnościach, pośrodku „zbyt nocnej nocy” (Piotr du Chateau) dostrzegł zapalone przez Boga światło nadziei.

W podobnej sytuacji znalazł się prorok z dzisiejszego pierwszego czytania. Bóg kazał mu głosić słowa pociechy. Wiemy, że poszedł za tym wezwaniem, ale z pewnością musiał ciągnąć za sobą brzemię kruchości własnej wiary i ciasnoty serca. Co robić, gdy wobec cierpienia, przygnębienia i zwątpienia słowa nie chcą nam przejść przez usta? Trzeba wierzyć głęboko, że Bóg działa również poprzez niedoskonałość ludzkich słów i gestów. Rzadko dokonuje się to w sposób spektakularny. Bóg działa najczęściej w ukryciu: w zaciszu naszych wrażliwych serc.

Adwent obwieszcza, że Bóg, który pociesza, przychodzi do ludzi w osobie Jezusa Chrystusa. On jest całą naszą pociechą.