Drogie Siostry i Bracia w Chrystusie, pamiętamy Jezusa nauczającego: „Z krolestwem Bożym dzieje się tak jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy spi, czy czuwa we dnie i w nocy naśienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło a potem pelne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala zaraz zapuszcza sie sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porownamy królestwo Boże lub jakiej przypowieści je przedstawim? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy sie je wsiewa w ziemię jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje sie większe od jarzyn; wypuszcza wielie gałęzie tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cienio”. W wielu takich przypowiesciach glosil im naukę o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawial do nich. Osobno zaś objaśnial wszystko swoim uczniom. Te dwie przypowieści opisują pracę wielkiego Siewcy, Jezusa. Oraz wszystkich siewców: nauczycieli, kaznodziejów, misjonarzy, rodziców. Są dla nich zachętą do cierpliwości.

Jezus bardzo prędko napotkał opór ludzkiej niecierpliwości. Jan Chrzciciel przesłał Mu zapytanie: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?”. W domyśle: nie wywołujesz zbyt wielkich fal. Tak jak wszyscy, spodziewał się Mesjasza spektakularnego, Mesjasza wielkich przewrotów. Wobec działalności Jezusa — pomimo ciągnących za Nim „tłumów”, pomimo cudów — ludzie czuli rozczarowanie, świat się nie zmieniał i ich życie także. Pierwsza przypowieść nawiązuje do niezwykłej tajemnicy życia dojrzewającego po cichu: w ziemię rzucone zostaje ziarno, ziemia wydaje się spać, ale oto pokrywa się zielenią, a potem złotem. Kto mógłby przypuszczać, słuchając Jezusa, że zasieje On ziarno w tylu sercach i w tylu glebach?

Kto mógłby przypuszczać, że ten nieznany kaznodzieja i gromadka Jego uczniów dadzą początek Kościołowi, milionom wiernych, tysiącom czynów miłości, wielkiej ukrytej pracy nad przemianą serc i obyczajów? Druga przypowieść zaczyna się od „najmniejszego ze wszystkich nasion”, aby dojść do „największej z roślin”. Jezus musiał mieć wiele optymizmu, żeby to widzieć! Te dwie przypowieści są najwspanialszym wyzwaniem chrześcijańskiej nadziei.

Ale są także znajomością i akceptacją praw wzrastania: brak pośpiechu, tajemnica, sąd pozostawiony wielkiemu Żniwiarzowi. On jeden może już oszacować, jakie będą zbiory, gdy żniwo dojrzeje. Jakiż misjonarz, proboszcz, działacz, rodzic nie marzył o tym, żeby jego żniwo zazieleniło się prędzej? Któż nie doświadczył zniechęcenia, nie widząc u siebie szybkich, dostrzegalnych postępów? Tak bardzo chcielibyśmy ujrzeć, jak wzrasta roślina. Często słyszę pełne niepokoju pytanie: „Jak mógłbym zobaczyć skutki mojej modlitwy?”.

Pozwólmy ziemi spać. Dniem i nocą coś się dzieje. Nie jesteśmy Bogiem i nie możemy ani dać wzrostu, ani oszacować rozmiaru. Od nas wymaga się tylko jednego: abyśmy wrzucali w ziemię trochę ziarna. Z odwagą, z wytrwałością, z prawdziwą wiarą — wiarą, która nie widzi, ale ufa. Nieraz nie doceniamy małych, dobrych czynów. Tymczasem okazuje się, że niepozorne dobro wywołuje wiele pozytywnych następstw. Dobro to jest podobne do małego ziarenka, z którego wyrasta wielkie drzewo. Tak w dzisiejszej Ewangelii naucza Jezus. Nie lekceważmy więc nawet małych okazji do dobrego, które możemy czynić. To sam Ojciec niebieski je nam podsuwa, by je przyjąć i rozwijać w dobro.

Jeden z księży pracujących w byłym Związku Radzieckim opisuje jak do Moskwy przyjechała z Kalkuty Matka Teresa i jej siostry — Misjonarki Miłości. Siostry zaczęły pracować w pewnym szpitalu. Po jakimś czasie personel tego szpitala i pacjenci stali się mniej opryskliwi, zaczęli być bardziej uprzejmi, grzeczni, serdeczni. Patrzmy. Tak niepozorne czynności, ale spełniane z miłością, zrobiły tyle dobrego. I tym problemem chcemy się teraz zająć.

Przypatrzmy się bliżej działaniu małego dobra. Streściła je trafnie wspomniana Matka Teresa: „Nieważna jest wielkość czynu, lecz miłość, jaką się w niego wkłada”. Miłość tę czerpią Siostry Misjonarki z modlitwy i Eucharystii. Tę miłość przyniósł na świat Pan Jezus. Rozniecił ją swym nauczaniem, cudami i miłością do potrzebujących. Tę miłość zapalił w swych uczniach i rozpalił po odejściu przez swego Ducha. Dlatego głoszona Ewangelia porywała ludzi, rozszerzała się po świecie podobnie jak krzew, który wyrasta z małego ziarenka. Nauka Jezusa rozsadzała powszechne pojęcia o cesarzu-bogu i jego poddanych. Mówiła o godności każdego człowieka, nawet niewolnika, choć wprost nie wdawała się w politykę. Ewangelia przynosiła nowe wyobrażenie o przebaczeniu, o obdarowywaniu miłością, życiu po śmierci, sensie życia. Ludzie szybko zorientowali się, że chrześcijaństwo pokojową drogą szerzy sprawiedliwość społeczną i równość wszystkich ludzi. Ludzie władzy poczuli się zagrożeni i zaczęli z nową religią walczyć, najpierw w Palestynie, a potem w całym imperium rzymskim. Jednak im bardziej walczono z wiarą chrześcijańską, tym bardziej rosła liczba chrześcijan, a prześladujący czuli się bezsilni. W końcu władza rzymska musiała skapitulować przed Jezusową Ewangelią. Swoją szlachetnością i przykładem życia wyznawców, kruszyła pogaństwo od wewnątrz.

Potem — poszła dalej, aż w końcu w X w. dotarła na nasze ziemie. W XX wieku wydano jej wojnę na śmierć i życie, ale i to nie pomogło. Dziś ewangeliczne przesłanie niósł święty papież Jan Paweł II. Już na początku pontyfikatu wołał pełen młodzieńczej energii:Ta władza Pana naszego, absolutna, a przecież słodka i łagodna, odpowiada całej głębi ludzkiego wnętrza, jego wzniosłym dążeniom, jego woli i sercu. Ona nigdy nie przemawia językiem siły, ale wyraża się w miłości bliźniego i w prawdzie... Nie bójcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzę... Nie bójcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi i Jego zbawczej władzy!...  Miłością do Chrystusa i ludzi Ojciec Święty podbijał świat.

Zaczątek królestwa Bożego został nam dany na chrzcie świętym. Jest nim łaska uświęcająca, największy skarb duszy, darmo dany. Wymaga on ciągłej troski, umacniania modlitwą, spowiedzią i komunią św. Ale za cichą modlitwą i komunią św. idzie wzrost dobra, wzrost królestwa Bożego. Ładnie to oddaje pewien stary wiersz. Wzywa nas i kieruje:

Cicho boską pełnić wolę

Cicho bliźnim ulżyć dolę

Cicho kochać ludzi, Boga

Cicho — oto święta droga.

Cicho z swymi dzielić radość

Cicho wszystkim czynić zadość

Cicho innych błędy znosić

Cicho życzyć, błagać, prosić.

Cicho zrzec się, ofiarować

Cicho ból swój w sercu chować

Cicho jęki w niebo wznosić

Cicho skrycie łzą się rosić.

Cicho, kiedy ludzie męczą

Cicho, gdy pokusy dręczą

Cicho zmianę życia znieść

Cicho krzyż z Jezusem nieść.

Cicho Jezus w Hostii sam

Cicho milcząc mówi nam:

Cicho ufaj Zbawcy swemu

Cicho tęsknij, wzdychaj k'Niemu.

Cicho z cnoty zbieraj plon

Cicho, aż nadejdzie zgon

Cicho ciało spocznie w grobie

Cicho da Bóg niebo tobie.

Siostra Faustyna dodaje jeszcze:

Rzeczy najdrobniejsze, spełnione przez duszę szczerze kochającą Boga, mają niesłychaną wartość w oczach Jego świętych (Dz 340).

Przeprośmy Pana Boga za stracone okazje do czynienia dobra i szerzenia królestwa Bożego...